STĄD DO WIECZNOŚCI DVD LANCASTER CLIFT KERR
Opis
STĄD DO WIECZNOŚCI DVD Ekranizacja najsłynniejszej obok Cienkiej czerwonej linii powieści Jamesa Jonesa przyniosła Fredowi Zinnemannowi aż osiem Oscarów (w tym te najważniejsze – za najlepszy film, reżyserię i scenariusz). Tymczasem droga do tego, aby film w ogóle powstał była dość wyboista. Wydana w 1951 powieść Stąd do wieczności od razu stała się bestsellerem, ale nakręcenie w najczarniejszych czasach zimnej wojny obrazu stawiającego w mocno wątpliwym świetle morale armii amerykańskiej (mimo ogromnej popularności książki) nie było wcale takie łatwe. Sprawę jeszcze bardziej komplikowały wątki erotyczne, bardzo, jak na tamte czasy, odważne i realistyczne. Ryzyko podjął wreszcie ówczesny szef Columbii – Harry Cohn, który świadom karkołomności przedsięwzięcia osobiście nadzorował przebieg realizacji, ingerując w każdą niemal decyzję Zinnemanna. To jego decyzją było obsadzenie Montgomery’ego Clifta w roli Prewitta i Franka Sinatry jako Maggio. Zinnemannowi udało się natomiast przeforsować kandydaturę Burta Lancastera do roli sierżanta Wardena zamiast proponowanego przez Cohna Gregory Pecka. Gwiazdorską obsadę uzupełniły Deborah Kerr jako Karen i Donna Reed jako Alma. Cohn wymógł też na reżyserze złagodzenie konfliktów wewnątrz armii. W efekcie obraz amerykańskiego wojska w przeddzień japońskiego ataku na Pearl Harbor sporo stracił z powieściowej drapieżności, choć przecież z romansu podoficera z żoną przełożonego, ani związku żołnierza z prostytutką nie można było zrezygnować. Usunięto za to wszelkie sugestie, jakoby klęska w Pearl Harbor spowodowana była demoralizacją oficerów zajętych karierą i prześladowaniem krnąbrnych podwładnych. Wina tradycyjnie została zwalona na zaskoczenie zdradzieckim atakiem, któremu przeciwstawiono heroizm żołnierzy. Erotyka także została złagodzona, chociaż (niewinna z dzisiejszej perspektywy) scena miłosna na plaży z udziałem Lancastera i Kerr weszła do historii kina. Pomimo jednak tych autocenzuralnych zabiegów, film dość wiernie przeniósł na ekran atmosferę i wymowę prozy Jonesa, ale największą chyba jego zasługą było przekonanie sceptycznej krytyki filmowej, że tzw. szeroka publiczność gotowa jest zaakceptować poważny film na poważny temat.
